Make Me Bio – krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą

Uwielbiam kosmetyki z naturalnymi składami na etykietkach, nieprzepełnione szkodliwą chemią. Takie, które są skuteczne ale również bezpieczne. Tak trafiłam na Make Me Bio i krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą.

W moim życiu ostatnio wiele się działo. Wiedziałam, że gdy pojawi się mały Oluś będę potrzebowała dobrego kosmetyku pod oczy. Skóra w tym miejscu jest wyjątkowo cieńsza i bardziej wymagająca, nie chciałam ryzykować. Potrzebowałam cudu, który zniweluje cienie pod oczami i pozostawi świeże spojrzenie.

Moje wrażenia

Krem zapakowany został w praktyczne opakowanie z pompką zapewniające higieniczne aplikowanie kosmetyku. Lubię takie proste i wygodne rozwiązania gdzie wyciskam tylko potrzebną ilość na palce. Minusem jest to, że nie widać ile kremu pozostało jeszcze w tubce.

Przy pierwszym spotkaniu, zaskoczyła mnie gęsta konsystencja kremu, początkowo myślałam, że nie będę mogła stosować go pod makijaż. Nic bardziej mylnego, nie jest ciężki lecz treściwy. Po wklepaniu szybko się wchłania i nie roluje się. Nawilża i uelastycznia sprawiając tym samym, że cienie pod oczami są mniej widoczne. Świetnie zgrał się z moją suchą skórą nie powodując żadnych uczuleń i podrażnień. Dodatkowy plus daję za ochronę SPF 25.

Make Me Bio - krem po oczy

Make Me Bio stawia na naturalne składniki. Na etykietce znajdziemy takie dobroci jak: sok z liści aloesu, olej z pestek słonecznika, masło shea, olej kokosowy, proteiny jedwabiu, kwas hialuronowy, olejek arganowy, olej z arniki oraz ekstrakt z zielonej herbaty i marakui. Nie ma tu substancji niebezpiecznych takich jak: parabeny, detergenty, parafina, wazelina czy SLS.

Przetestowałam wiele kremów pod oczy, również tych bardzo drogich i niewątpliwie cena nie zawsze idzie w parze z jakością. W tym przypadku koszt zakupienia produktu jest bardzo przystępny. Za opakowanie 15ml zapłacimy około 40 zł.

Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów skóry, również dla skóry dojrzałej. Nie wiem jak sprawdzi się u kobiet dojrzałych ale dziewczyny koło trzydziestki śmiało możecie po niego sięgnąć.

Podsumowując pierwsze spotkanie z Make Me Bio jestem pozytywnie zaskoczona. Moje oczekiwania zostały spełnione, otrzymałam porządną dawkę nawilżenia. Przy regularnym stosowaniu, rano i wieczorem, już po trzech tygodniach zauważyłam odżywioną i zregenerowaną skórę wokół oczu. Ten krem naprawdę działa.

Jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy? Macie jakieś zdanie na temat kosmetyków Make Me Bio? Jestem ciekawa Waszego zdania.